Muzyka


Polowanie


Piosenka numer 12 ^^
      - Kym, khym! - Odchrząknąłem, żeby służący w końcu obudził się i podał mi kuszę. Nie rozumiem, jak można trzymać takich na dworze! Ileż to to musi jeść! Do tego jest zupełnie bezużyteczne... Rozejrzałem się wokół - do słupa było przywiązanych pięć uprzęży, ciągnących się kawałek i kończących na uzdach należących do rozleniwionych wierzchowców. Cztery białe i jeden czarny. Czarny jest mój! - pomyślałem i odwiązałem jego uprząż. Jakiś bardziej pomocny sługa przybiegł i osiodłał mojego nowego przyjaciela.
     Stałem z kuszą wpatrzony w słońce chylące się ku zachodowi, kiedy z zamyślenia nad nowym zadaniem, powierzonym mi niedawno przez papieża, wyrwało mnie parskanie zwierzęcia gotowego do jazdy. Jego sierść błyszczała się w promieniach niknącej kuli światła, oczy tak samo czarne jak owłosienie emanowały spokojem i ogładą, ale była w nich wyczuwalna nuta nieokiełznanego do tej pory dzikiego szaleństwa. Byłem pewny, że dobrze będzie się nam współpracowało.
Przed prawdziwym `polowaniem` postanowiłem zrelaksować się i zapolować na zwierzynę.  Hrabia już pewien czas temu zdradził mi, że w jego lasach roi się od dziczyzny, a prawdziwy łowca znajdzie i kilka łosi. Ostatnio sprowadził nawet niedźwiedzia. Szykowała się całkiem dobra zabawa, a ponadto wyśmienita kolacja! Z tak pogodną myślą wsiadłem na koń, umieściłem kuszę w przeznaczonym na nią miejscu i ruszyłem w głąb lasu. Co prawda wraz ze mną jechać mieli hrabia z towarzyszami, ale ja w przeciwieństwie do wcześniej wymienionych nie jechałem tam dla rozrywki, tylko aby rozładować przeszkadzające w mojej pracy emocje. Musiałem wyostrzyć zmysły, skupić się na polowaniu.
     Kiedy tylko wjechałem do lasu dobiegł mnie szmer ptaków podrywających się do lotu. Co za strachliwe stworzenia... Prawie jak wiedźmy. No właśnie - Dlaczego one uciekają? Skoro mają tak silne moce, dlaczego, zamiast posługiwać się nimi w obronie przed nami, one boją się nas, inkwizytorów nie mających żadnych nadprzyrodzonych mocy, a jedynie kuszę, miecz i krzyż... Właściwie, to dlaczego czarować potrafią tylko kobiety? I czemu momentami nie można oprzeć się ich pięknu. Przecież bestie nie powinny być piękne! A one właśnie tym są - bestiami, stworzeniami siejącymi zło, które nie powinny istnieć na tym świecie. Powinny smażyć się w piekle wraz ze swoimi mrocznymi kochankami. Jak ja ich nienawidzę! Podłe bezwstydnice, bez żadnej ogłady! Dzikuski z obłędem w oczach, którym jest mi dane napawać się przy torturowaniu jednej po drugiej. Jednak w ich oczach poza zwierzęcą wściekłością jest coś jeszcze. Coś, co przyprawia mnie o momentalne poddanie się ich urokowi. Urokowi! Właśnie! One próbują rzucać na mnie te swoje parszywe uroki! O nie, więcej nie będę patrzył im w oczy!
    Ciekawe, jak będzie wyglądać moja nowa wybranka... Czy będzie pokroju tych obdartusek zamieszkujących lasy, czy może jednak tym razem trafiła mi się stoczona, lecz wytworna dama z manierami godnymi królowej? Swoją drogą to fascynujące, że żaden z nas nawet nie wie, jak nasza ofiara ma wyglądać. A jeżeli nasz instynkt łowcy nas zmyli i złapiemy nie tą, która była nam przeznaczona?
     AWRRR! Potrząsnąłem głową wyrywając się przy tym z kręgu pytań bez odpowiedzi. Przede mną stała postać spowita w mroku. Słońce dawno już zaszło, przez drzewa nie przebijało się księżycowe światło. A jednak oczy demonicznego stworzenia błyszczały się złowrogim blaskiem. Pierwszy raz w życiu nie wiedziałem, co robić! Nie zdążę wyciągnąć i załadować kuszy, bo jeśli tylko się ruszę zostanę niechybnie rozszarpany. No ale przecież nie mogę tu stać w nieskończoność! A tak w ogóle, to co to właściwie za stworzenie? Może mam z nim szansę wygrać bez broni? Wytężyłem wzrok, żeby zobaczyć zarys sylwetki. Na pewno nie był niedźwiedziem. Stał na dwóch łapach, ale był zbyt niski, mizerny, bardziej przypominał... człowieka? Niemożliwe! A jeśli to wiedźma? Nie patrz w oczy! - przeszło mi przez myśl. No i mam tu to swoje wyostrzanie zmysłów! Tak się zamyśliłem, że nawet nie zauważyłem, że coś się tu na mnie czai! Nie wierzę.
     Przez cały ten czas nic nie mąciło panującej w lesie ciszy. Do czasu, kiedy zniecierpliwiony koń nie wyczuwając zagrożenia stąpnął kopytem akurat na leżącą przed nim gałązkę, co wywołało niechciany hałas. Postać widocznie zawahała się, ruszyła lekko, jakby chciała uciekać. Jak mogłem wpakować się w coś takiego?! Ale teraz nie czas na kolejne pytania. Muszę coś zrobić! Nie myśląc zbyt wiele potrząsnąłem lejcami, aby wierzchowiec ruszył naprzód. Pędząc musi przecież stratować zagradzające nam drogę stworzenie. Zamknąłem oczy czekając na zderzenie.
 - Co jest do cholery?! - po chwili otworzyłem oczy. Przejechaliśmy już miejsce, w którym stała ów postać, ale nie było żadnego zderzenia. Rozejrzałem się, może zdołała uskoczyć... A jednak w pobliżu nie dostrzegłem ani śladu potwora. Już nigdy więcej nie dam się zaskoczyć! Nawet przez wytwory mojej wyobraźni. Bo zakładam, że toto nim właśnie było. Żaden NORMALNY człowiek nie potrafi rozpłynąć się w nicości...
     Przy takim braku skupienia o dalszym polowaniu nie było mowy. Zawróciłem konia, jeszcze raz spojrzałem w miejsce, w którym niedawno stała postać spowita w mroku. Zbadałem okolicę i ruszyłem w drogę powrotną z nadzieją, że nie spotka mnie już nic podobnego. Jechałem powolnie wąską ścieżką, jedyną jaką znał mój nowy koń. Nie było żadnych zakrętów, dróg odbijających w głąb lasu. Drzewa i krzewy uniemożliwiały wtargnięcie poza wyznaczoną trasę. Ta natomiast prowadziła wprost do granicy lasu. Z oddali widziałem już światła dworu hrabiego. Zdobione marmurowe ściany jakby od niechcenia otwierały swe okienne oczy wypuszczając na okwiecony ogród smugi światła. Po wyjechaniu z lasu moim oczom ukazał się księżyc w swej pełnej krasie, rzucający błękitną poświatę na śpiącą wokół przyrodę. Dziś w pałacyku organizowana była uczta, na którą zaproszono tłumy ludzi `z wyższych sfer`, że się tak wyrażę. Na ogół nie lubiłem towarzystwa - było zbyt wrzaskliwe, nie do opanowania. Do tego wszystkie te maniery, wykwintności, tańce i reszta dupereli... Nie, to nie dla mnie, zdecydowanie jestem typem samotnika.
Odstawiłem konia do stajni i powędrowałem w kierunku tętniącego życiem zamku.